Dziś opowiemy Wam, z jakimi sytuacjami spotykamy się na co dzień w naszej pracy.
Z pomocą zwrócił się do nas przedsiębiorca prowadzący jednoosobową działalność na ryczałcie – bez VAT – rozliczający jednocześnie najem prywatny (również na ryczałcie).
Urząd skarbowy, bez głębszej analizy, wezwał go do rejestracji w VAT, uznając, że przekroczył próg 200 000 zł obrotu. Co więcej – w toku kontroli naliczono mu aż 44 000 zł zaległego VAT-u!
Kiedy klient trafił do nas i przedstawił dokumenty, szybko ustaliliśmy, że korzysta z dwóch niezależnych zwolnień (art. 113 i art. 43 ustawy o VAT).
Mimo że wszystko szczegółowo wyjaśniliśmy w pismach i dokumentacji – urząd pozostał przy swoim stanowisku.
Kontrola trwała 6 miesięcy i zakończyła się protokołem… podtrzymującym błędne wyliczenia.
Urzędniczki pominęły m.in. to, że część sprzedaży odbywała się poza granicami kraju – więc nie podlegała VAT.
Uwzględniły stawkę 23%, mimo że w tej sytuacji nie miała zastosowania.
Co zrobiliśmy?
przygotowaliśmy kolejne wyjaśnienia i pełną dokumentację,
odwołaliśmy się od protokołu,
finalnie urząd wycofał się z roszczeń – klient nie zapłacił ani złotówki.
Nie było przeprosin, ani nawet uzasadnienia, dlaczego doszło do pomyłki.
Wniosek? Nawet „małego podatnika” może spotkać duży problem – i to nie z własnej winy.
Warto znać swoje prawa i wiedzieć, jak działają zwolnienia podatkowe.
Bo urzędy też się mylą – a skutki tych błędów mogą być kosztowne.
